Fot. Marcela Kolasa

Surfboard vs Balance Scooter. Porównanie desek Kawasaki

Przez ostatni miesiąc intensywnie testowałem dwie deskorolki elektryczne firmy Kawasaki. Oboma pojazdami steruje się poprzez balansowanie ciałem. Mimo podobnych założeń, sposób jazdy różni się jednak diametralnie. W tekście porównam oba produkty pod wieloma różnymi względami. Mam nadzieję, że lektura tego materiału, pomoże wam w decyzji zakupowej.

1 czy 2 kółka?

Deski różnią się konstrukcją, a co za tym idzie — sposobem ich użytkowania. Kawasaki Balance Scooter to pojazd dwukołowy. Jeździmy na nim stojąc frontalnie do kierunku jazdy i przechylając się do przodu i do tyłu. Na rynku jest już kilka desek tego typu, ale większość z nich to chińskie, zupełnie niemarkowe produkty. Kawasaki to uznany na rynku motoryzacyjnym producent, więc mamy prawo wymagać wyższej jakości.

Podobnie sprawa wygląda z Surfboardem, który został wyposażony w jedno kółko. W tym jednak przypadku nie znajdziemy na naszym rynku żadnych alternatyw. Sposób jazdy na tej desce jest tak niezwykły i oryginalny, że ciężko przemknąć na niej niezauważonym. Jeśli więc lubicie być w centrum uwagi, poważnie zastanówcie się nad wyborem właśnie tego modelu.

Wracając jednak do sposobu sterowania deską. Tutaj również odbywa się ono poprzez balans ciałem. Tym razem, jedziemy jednak bokiem, tak jak na zwykłej deskorolce.

Jak się na tym jeździ?

Przede wszystkim, z ogromną satysfakcją. Jeśli miałbym jednak zdecydować, który sprzęt daje więcej frajdy, to wybrałbym zdecydowanie Kawasaki Surfboard. Jazda na jednokołowej desce jest jednak dużo bardziej wymagająca i wyczerpująca. Znacznie trudniej się też sposobu jazdy nauczyć.

Nauka jazdy

Nauka jazdy na Kawasaki Surfboard

W teorii wszystko wydaje się proste. Kładziemy na tył deski tylną nogę, a gdy deska piknie, dokładamy drugą nogę na przód. Dzięki żyroskopom, pojazd natychmiast znajdzie równowagę, poziomując deskę.

Problem w tym, że drugą nogę trzeba dołożyć dosyć zdecydowanie i pewnie. Gdy położymy ją za słabo, deska zacznie jechać do przodu, szorując tyłem po asfalcie. Gdy z kolei dociśniemy przód zbyt gwałtownie, może się zdarzyć, że system żyroskopowy pojazdu nie zdąży zareagować. Trzeba to więc robić z wyczuciem, metodą prób i błędów.

Gdy już opanujemy startowanie, pora na opanowanie deski podczas jazdy. Albo raczej ujarzmienie, bo początki nie są łatwe. Zanim nauczymy się płynnie jeździć, spędzimy kilka minut, gibając się na różne strony i próbując się ustabilizować.

Co ważne, nie dotyczy to wyłącznie kierunku jazdy, ale również chybotania się na boki. Musimy pamiętać, że jadąc na Surfboardzie stykamy się z podłożem tylko jednym punktem, więc balansować musimy w obu płaszczyznach. Skręcanie na desce porównać można do skręcania na desce snowboardowej. Trzeba więc nauczyć się odpowiedniej techniki.

Aby zejść z deski, najlepiej zeskoczyć z niej oboma nogami na raz. W innym wypadku, po oderwaniu jednej nogi, deska gwałtownie przyspieszy w jednym kierunku, wyłączając się dopiero po chwili.

Nauka jazdy na Kawasaki Balance Scooter

Nauka jazdy na Kawasaki Balance Scooter jest dużo prostsza. Całość można opanować w około 5 minut, niezależnie od tego czy sport uprawiamy na co dzień, czy preferujemy raczej bierny tryb życia. Wystarczy położyć jedną nogę po jednej stronie (wtedy aktywują się żyroskopy i stabilizacja deski), a po piknięciu dołożyć drugą nogę.

Na początku możemy się trochę chybotać w przód i w tył, ale taki stan szybko minie. Utrzymanie równowagi na dwukołowej desce to bułka z masłem. Podobnie zresztą co jazda do przodu i do tyłu.

Nieco problemów miałem natomiast z ogarnięciem systemu skręcania. Byłem pewny, że wszystko opiera się na przenoszeniu ciężaru ciała z jednej nogi na drugą. To zresztą sugerują opisy deski i opinie recenzentów. Prawda jest jednak nieco inna. Do skręcania wykorzystuje się bowiem ruchomy przegub łączący prawą i lewą część deski. Aby skręcić więc w lewo, prawą nogę pochylamy lekko do przodu, a lewą do tyłu. Ciężko wytłumaczyć w teorii. W praktyce jednak, z tą wiedzą dużo szybciej opanujecie deskę.

Na desce bez problemu można stać w miejscu. Nie trzeba tutaj balansować ciałem na boki, a schodzenie również nie przysparza większych problemów. Wystarczy ściągnąć jedną nogę, a następnie drugą. Kawasaki Balance Scooter nie wymaga więc od jeźdźca praktycznie żadnych umiejętności. Jest banalna w nauce i w docelowym użytkowaniu.

Jazda w praktyce

Wydaje mi się, że do tych dwóch desek można zastosować dosyć jasny podział. Kawasaki Balance Scooter to sprzęt rekreacyjno-użytkowy, a Kawasaki Surfboard to deska sportowa.

Nauka na dwukołowej desce jest bardzo prosta, ale satysfakcja z jazdy jest nieco mniejsza. No bo, na dobrą sprawę, użytkownik po prostu stoi stabilnie na desce, przesuwając się do przodu. Jest to więc bardzo skuteczny środek transportu, ale jako zabawka mająca dawać frajdę, znudzi się znacznie szybciej.

Kawasaki Surfboard

Kawasaki Surfboard to natomiast sprzęt wymagający od użytkownika więcej umiejętności. Nawet gdy już w pełni opanujemy pojazd, to i tak jazda na nim jest wymagająca i wymaga skupienia i uwagi. Daje to jednak znacznie więcej satysfakcji i wolniej się nudzi. Jest to coś w rodzaju asfaltowego surfingu. Czasami miałem nawet wrażenie, że nie jadę po ziemi, a lewituję kilkanaście centymetrów nad nią.

Zresztą, jeśli spojrzymy na Surfboarda pod odpowiednim kątem, kółka napędowego zupełnie nie widać. Wygląda to wtedy niczym urzeczywistnienie wizji z filmu "Powrót do przyszłości".

Osiągi desek

Deski różnią się także maksymalną prędkością i zwrotnością. Balance Scooter rozpędza się maksymalnie do 15 km/h. Odpowiadają za to dwa silniczki elektryczne o mocy 250 watów każdy. Niestety, jazda z większą prędkością nie jest zbyt stabilna i bezpieczna. Łatwo wtedy przez przypadek lekko zboczyć z kursu i stracić równowagę. Optymalną prędkością wydaje się więc przedział 10–12 km/h.

W przypadku Surfboarda, zastosowany został pojedynczy silniczek o mocy 350 watów. Rozpędza on deskę do 18 km/h. W tym przypadku, jazda z maksymalną prędkością wydaje się w miarę bezpieczna i stabilna. Nie zalecam jednak stałego jeżdżenia z szybkością powyżej 15 km/h.

Bezpieczeństwo użytkowania

Zresztą nie zaleca tego samo Kawasaki. Gdy zbliżamy się do maksymalnej prędkości, obie deski będą alarmowały o tym użytkownika poprzez głośne i wyraźne pikanie. Jest to niezbędne dla zachowania bezpieczeństwa. No bo wyobraźcie sobie sytuację, w której jadąc 18 km/h, chcecie jeszcze przyspieszyć i przechylacie się jeszcze mocniej na przód. Silnik nie ma już jednak więcej mocy, więc zaryjecie przodem w asfalt. Mogłoby więc to się skończyć tragicznie. Bogu dzięki za pikanie.

Kawasaki Surfboard

Przydatne jest też pikanie w momencie gdy akumulatory deski są bliskie wyczerpania. Na początku przygody z Surfboardem, za wszelką cenę chciałem dojechać na desce do domu i zlekceważyłem dźwiękowe ostrzeżenia. Deska miała coraz mniej mocy, a wszystko skończyło się tak, że 200 metrów od mojego bloku, zaryłem w asfalt.

Była to dla mnie dosyć bolesna nauczka i dowód na to, że Kawasaki bardzo dokładnie przemyślało bezpieczeństwo użytkownika, o wszystkim z odpowiednim wyprzedzeniem go ostrzegając. Jedyna rzecz, która może więc wam zagrażać w trakcie jazdy, to własna głupota.

Zasięg i zwrotność

Deklarowany zasięg obu desek wynosi 20 km. Jak zwykle w przypadku tego typu pojazdów, teoria nie pokrywa się tutaj z praktyką. Producent oczywiście nie kłamie, warto jednak wspomnieć, że te 20 km jest możliwe do przejechania wyłącznie w idealnych, laboratoryjnych wręcz warunkach. Wszystko zależy od terenu, jego nachylenia, pogody, temperatury powietrza, wagi użytkownika i od kilku innych czynników. Z moich testów wynika, że osiągalne jest 10–16 km - zarówno w przypadku Surfboarda, jak i Balance Scootera. To wystarczający wynik. Czas ładowania wynosi 3 godziny, a więc tragedii nie ma.

Jeśli chodzi o zwrotność, to tutaj zdecydowanie prym wiedzie Kawasaki Balance Scooter. Pojazd umożliwia bowiem obracanie się w miejscu. Właściwości deski umożliwiają więc bezproblemowe ominięcie przeszkody, bez względu na szybkość z jaką się poruszamy. W przeciwieństwie do Surfboarda, możliwe jest również nie schodzenie z deski w razie dłuższego postoju, na przykład na czerwonym świetle.

Kawasaki Surfboard jest trudniejszy w sterowaniu i zakręca mniej precyzyjnie. Zawrócenie przy wolnej jeździe wymaga już pewnych umiejętności. O zawracaniu w miejscu powinniście natomiast zapomnieć. Trudno manewruje się pojazdem, który styka się z podłożem tylko jednym, niezbyt szerokim kółkiem.

Miejska dżungla i terenowe właściwości

Jednokołowa deska Kawasaki lepiej sprawdzi się jednak na wszystkich nierównościach. Prześwit pojazdu wynosi 6–7 cm, co pozwala na bezproblemowe pokonywanie małych pagórków, miejskich podjazdów a nawet mniejszych krawężników.

Kawasaki Balance Scooter pod tym względem nieco kuleje. O ile pagórki nie stanowią problemu, o tyle nawet najmniejszy uskok czy podjazd przy przejściu dla pieszych może być kłopotem. Deska ma małe kółka i mniej niż 3 cm prześwitu.

Kawasaki Balance Scooter

Nie każdy podjazd łączący chodnik z przejściem dla pieszych jest idealnie płaski. Wystarczy nawet ledwo widoczny próg o wysokości 2 cm, aby deska zamiast podjechać, uderzyła w "krawężnik". Może się to wtedy skończyć nieprzyjemnym upadkiem i poobijanym ciałem. Moja dziewczyna boleśnie się o tym przekonała, dwa razy upadając zjeżdżając z przejścia dla pieszych.

Podobnie sytuacja wygląda w terenie. Surfboardem można poszaleć nawet na trawie i po leśnej ściółce. Uwierzcie mi — frajda z takiej jazdy jest nieziemska! Balance Scooter zaprotestuje gdy zjedziecie nim z utwardzonych nawierzchni.

Aspekty praktyczne i dodatki

Jeżdżenie jeżdżeniem. Bateria tak czy siak, prędzej czy później padnie. Wtedy będziemy zmuszeni do noszenia desek. Oba modele ważą około 10–11 kg. Jako że nie jest to zbyt poręczny sprzęt, ich noszenie może być nie lada wyzwaniem.

Przenoszenie desek

Od dłuższego czasu regularnie chodzę na siłownię. Noszenie deski na krótkie dystanse nie jest więc dla mnie problemem. Gorzej jeśli deska nam się wyczerpie, a do domu zostało na przykład pół kilometra. Wtedy może być naprawdę ciężko. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do tradycyjnych deskorolek elektrycznych, na pojazdach Kawasaki nie da się jechać przy użyciu własnych mięśni.

Praktycznie nie możliwe jest złapanie ich w taki sposób, aby noszenie było wygodne i nie męczyło konkretnych grup mięśni. Balance Scooter nie ma żadnego uchwytu, więc trzeba go złapać za przegub. Surfboard ma z kolei specjalną rączkę do noszenia. Jest ona jednak w nie do końca przemyślanym miejscu — na końcu deski.

Kawasaki Surfboard

Ma ona ponad 80 cm długości, więc niesienie jej wyprostowaną ręką będzie w większości przypadków niemożliwe. Jej dół będzie bowiem dotykał ziemi i po niej szurał, trzeba więc nosić Surfboarda lekko ugiętą ręką. Więc co z tego, że chwyt jest wygodny, skoro naprężony mięsień ręki zmęczy się po kilku krokach. Balance Scooter ma na szczęście specjalną torbę do wygodnego transportu, jednak umówmy się — zazwyczaj jeżdżąc nie mamy jej przy sobie. Deski Kawasaki są więc świetne do jeżdżenia. Nie do noszenia.

Jakby szpanu było mało…

Użytkowanie Surfboarda jest niezwykle satysfakcjonujące z dwóch powodów. Zacznijmy od tego, że jazda sama w sobie daje naprawdę dużo frajdy. Jest jednak jeszcze coś, co tą frajdę dodatkowo potęguje. Mam tutaj na myśli reakcje przechodniów.

Jadąc na jednym kółku wyglądam trochę jak przybysz z przyszłości. Inaczej mówiąc, niezwykle ciężko przejechać Surfboardem niezauważonym. Praktycznie każdy, niezależnie od płci czy wieku, z zaciekawieniem odwróci za wami głowę. Usłyszałem niezliczone ilości "Wow!", mnóstwo "Tyy pacz!" i kilka "Ej, na czym on jedzie!?".

Jakby tego było mało, to Surfboard ma wbudowane głośniki Bluetooth. Są one całkiem głośne i dają znośnej jakości dźwięk. W sam raz nadadzą się więc one na przykład na grilla ze znajomymi. Jeśli chcecie wyróżnić się jeszcze bardziej, możecie oczywiście jeździć na grającej desce. Chociaż to już akurat zakrawa o kicz. No ale co kto lubi.

Budowa i design

Deski są ciężkie i masywne, ale przez to również porządne. Są wykonane z wytrzymałego tworzywa sztucznego i z elementów gumowych. Gumowe są na przykład pokłady desek oraz dolne zderzaki w Surfboardzie.

Są one potrzebne szczególnie przy startowaniu, gdy tył deski styka się z podłożem. Amortyzują one układ i chronią właściwy pokład deski. Niestety, sposób ich mocowania jest raczej chybiony. Deskę dostałem do testów, z trzema zderzakami. Po mojej nauce jeżdżenia, zostało ich 2. Teraz nie ma już żadnego. Rezultat tego jest taki, że deska rysuje się od dołu przy każdym starcie. No chyba, że opanujemy ten manewr do perfekcji. Jest to jednak jedyna wada konstrukcyjna jaką zaobserwowałem w obu deskach, więc nie będę przesadzał z narzekaniem.

Od góry: Kawasaki Surfboard i Kawasaki Balance Scooter

Akapit wyżej napisałem, że to porządny sprzęt i zdanie to podtrzymuje. Fajny jest również design. Określić go można słowami: charakterystyczny, zadziorny i agresywny. Oba pojazdy są czarno zielone. Ten drugi kolor jest charakterystyczny dla marki Kawasaki. Dzięki temu, nie sposób pomylić ich produktów z żadnymi innymi chińskimi podróbkami.

Dodatkowo, świetnym motywem, jest system oświetlenia desek. Zielono niebieskie, LED-y czynią finalny wygląd desek jeszcze bardziej efektownym. W Surfboardzie są one umieszczone dookoła pokładu, co genialnie wygląda podczas nocnej jazdy, gdy deska oświetla wszystko wkoło. Efekt ten potęguje wrażenie lewitowania — zarówno w przypadku użytkownika, jak i przechodniów. Magia.

Na koniec tego rozdziału warto jeszcze wspomnieć, że deski są pyłoodporne i częściowo wodoodporne. Spełniają one certyfikat IP54, co oznacza, że nie możemy zanurzać ich całych w wodzie, ale jazda podczas deszczu czy sporadyczny przejazd przez kałużę raczej nie powinien im zaszkodzić.

Końcowe przemyślenia i podsumowanie

Ciężko określić która deska jest lepsza, a która gorsza. Prawda jest taka, że to zależy od tego, do czego będziemy je wykorzystywali. Jako środek transportu, znacznie lepiej sprawdzi się Kawasaki Balance Scooter. Pojazd ten jest znacznie stabilniejszy i nie wymaga od użytkownika żadnego wysiłku. Jego właściwości jezdne umożliwiają więc chociażby przewożenie na nim większej ilości zakupów lub innego bagażu.

Kawasaki Surfboard to zupełnie inna bajka. Grupą docelową tego pojazdu są osoby, które chcą poczuć frajdę z jazdy i dreszczyk emocji. Na desce nie przewieziemy zbyt dużo, gdyż nawet jazda bez obciążenia będzie dla większości osób dosyć wymagająca. Dłuższa jazda na desce może być całkiem intensywnym wysiłkiem fizycznym. Tym bardziej, że sprawdzi się ona nie tylko w miejskiej dżungli, ale również w terenie.

Kawasaki Balance Scooter

Surfboard będzie też lepszym wyborem dla najbardziej zapalonych gadżeciarzy i osób, które najnormalniej w świecie chciałyby się po prostu wyróżnić. Jednokołowa deska, która gra, świeci i wygląda jakby lewitowała, zdecydowanie nie jest codziennym widokiem. Za unikalność trzeba jednak zapłacić nieco więcej. Kawasaki Balance Scooter kosztuje około 1500 zł. Surfboard to natomiast wydatek około 2500 zł. Czy warto? To już musicie ocenić sami.

Kawasaki Balance Scooter

Ogólna ocena7z 10

Plusy:

  • Dobra jakość wykonania
  • Fajny wygląd
  • Łatwa nauka jazdy
  • Dźwiękowy system ostrzegania
  • Możliwość zawrócenia w miejscu
  • Dobrze sprawdzi się jako miejski środek transportu

Minusy:

  • Duża waga
  • Zbyt mały prześwit
  • Niestabilna przy większych prędkościach
  • Po dłuższym czasie, jazda przestaje być emocjonująca

Kawasaki Surfboard

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • Ogromna frajda z jazdy
  • Zwraca uwagę otoczenia
  • Dobra jakość wykonania
  • Ciekawy wygląd
  • Możliwość jazdy po nierównościach i w terenie
  • System oświetlenia
  • Dźwiękowy system ostrzegania
  • Wbudowany głośnik Bluetooth

Minusy:

  • Duża waga
  • Rączka w nieprzemyślanym miejscu
  • Słabo przyczepione gumowe zderzaki
  • Trudna nauka jazdy

Zdjęcia: Marcela Kolasa (Skałba Media)

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy:

LG 34UC79G – ultrapanoramiczny monitor z funkcją, która pomaga wygrywać 55-calowy OLED 4K od LG. Test okiem gracza HyperX Pulsefire FPS: świetna mysz nie tylko dla graczy. Testowana na profesjonalistach! Klawiatura mechaniczna za 149 zł? Sprawdzamy Modecom Volcano Hammer Hykker Vision 130: tani projektor z Biedronki - test Razer Hammerhead BT - test bezprzewodowych słuchawek Bluetooth Mionix Naos QG to mysz, która wie kiedy się denerwujesz [test] inkBOOK Classic 2 to alternatywa dla taniego Kindle’a? [test] iFrogz Coda Wireless - test bezprzewodowego głośnika za 60 zł iFrogz Coda Wireless - test bezprzewodowych słuchawek nausznych iFrogz Coda Wireless - test bezprzewodowych słuchawek dokanałowych Hyperbook N13 – testujemy polski laptop z zewnętrzną, desktopową kartą graficzną Test taniego smartwatcha z Biedronki Cooler Master MasterPulse Pro: test słuchawek dla graczy z technologią Bass FX Test elektrycznej deskorolki Kawasaki Samsung CF791: test zakrzywionego monitora 34” z technologią kwantowej kropki Palit GeForce GTX 1050 Ti KalmX: test Pascala dla wielbicieli ciszy Benq GW2270H: test budżetowego monitora 21.5” z matrycą VA Lenovo Yoga 900S: test konwertowalnego ultrabooka dla wymagających

Popularne w tym tygodniu:

Test myszy Dream Machines DM1 Pro S: przyczajony Omron, ukryty Pixart