Hulajnogi elektryczne - testujemy 3 popularne modele. Która najlepsza?

Hulajnogi to popularny ostatnimi czasy środek transportu. Coraz więcej osób wykorzystuje je do sprawnego poruszania się po mieście. Prym wiodą oczywiście tradycyjne pojazdy napędzane siłą ludzkich mięśni. Czy warto więc zawracać sobie głowę wielokrotnie droższymi hulajnogami elektrycznymi? A jeśli tak, to jaki model wybrać…?

Był test porównawczy popularnych deskorolek elektrycznych, pora więc na test hulajnóg. Na poniższym wideo porównujemy 3 mniej lub bardziej znane modele hulajnóg dostępnych na naszym rynku - Xiaomi MiJia M365, Koowheel E1 oraz SXT Neo.

Xiaomi MiJia M365 — 1800 zł

Hulajnoga Xiaomi to prawdopodobnie najpopularniejszy pojazd elektryczny jeżdżący na polskich drogach. Tak przynajmniej wynika z moich obserwacji. I w sumie nic dziwnego, bo jest to naprawdę porządny produkt pozbawiony większych wad. Czym się charakteryzuje?

Przede wszystkim stonowanym i eleganckim designem oraz bardzo dobrą jakością wykonania. Pojazd zbudowany jest praktycznie w całości z metalu i gumy. Spasowanie jest świetne, dzięki czemu podczas jazdy nic nie skrzypi i nie stuka. Warto również wspomnieć, że bardzo dobrej jakości są również mniejsze elementy wykończenia (na przykład manetka gazu). Dbałość o detale chińskiego Xiaomi jest więc godna uznania.

Hulajnogę MiJia wyróżniają bardzo duże koła, które wyposażone są w dętki. Ma to swoje zalety i wady. Pompowane opony mogą oczywiście się przebić (co się podobno często zdarza). Jednak to właśnie dzięki nim, pojazd bardzo dobrze amortyzuje drgania. Co więcej, umożliwiają one wyjechanie poza utwardzone drogi. Hulajnodze Xiaomi niestraszne są trasy szutrowe, kostka brukowa czy nawet głębsza trawa i leśne korzenie. To zdecydowanie najbardziej terenowa hulajnoga jaką kiedykolwiek testowałem. Dzięki takim właściwościom, pojazd zapewnia bardzo komfortową jazdę również po miejskiej dżungli, w której aż roi się od mniejszych lub większych krawężników i nierówności.

Osiągi hulajnogi są niezłe. Maksymalna prędkość wynosi 25 km/h w trybie zwykłym i 18 km/h w trybie oszczędzania energii. Przyspieszenie jest przyzwoite, a frajda z jazdy całkiem duża. Produkt Xiaomi oferuje pojemną baterię. Z naszych testów wynika, że przy wadze około 65 kg, można na niej przejechać około 25 km. Tyczy się to ostrej jazdy (przez większość czasu maksymalna prędkość), więc jest naprawdę świetnie. Niestety hulajnoga jest przez to dosyć ciężka (około 12 kg), ale jak na tak duże koła i akumulator — i tak jest nieźle.

W hulajnodze Xiaomi podoba mi się również tempomat, który aktywuje się automatycznie. Wystarczy trzymać przez kilka sekund manetkę gazu w tej samej pozycji, aby pojazd zaczął utrzymywać prędkość. Przydatny jest również dzwoneczek, który upodabnia nieco MiJia do roweru. Tak jak rower, hulajnoga Xiaomi ma również tradycyjny, mechaniczny hamulec tarczowy, który jest bardzo skuteczny. Sprawuje się on znacznie lepiej niż “hamulce” elektroniczne obecne w innych hulajnogach.

Hulajnoga współpracuje z aplikacją Mi Home. Można w niej znaleźć podstawowe parametry jazdy takie jak prędkość, zasięg czy poziom naładowania akumulatora. Pozwala ona również na zablokowanie pojazdu, co jest bardzo przydatną opcją. Koła hulajnogi są wtedy przyblokowane, a po poruszeniu włącza się alarm — zarówno w pojeździe, jak i w aplikacji.

Ocena hulajnogi: 8/10

SXT Neo — 2100 zł

SXT to niemiecka firma produkująca różne mniejsze i większe pojazdy elektryczne. Testowana hulajnoga to jeden z mniejszych pojazdów w ich ofercie. Waży niecałe 10 kg i rozpędza się do prawie 35 km/h. Jeśli więc komuś zależy na osiągach — nie będzie zawiedziony. Zasięg również jest dosyć dobry. Mi udało się przejechać na jednym ładowaniu około 22 km.

Budowa hulajnogi jest nietypowa, gdyż akumulator znajduje się, nie pod pokładem, a w rurze do której przyczepiona jest kierownica. Pociąga to za sobą fakt, że wtyk ładowania i przycisk włączania znajduje się w bardzo łatwo dostępnym miejscu.

Pojazd jest porządnie wykonany, ale w przeciwieństwie do produktu Xiaomi, niektóre jego detale nie są wystarczająco dopracowane. Warto chociażby wspomnieć o manetkach gazu i hamowania, które prezentują się nieco tandetnie i mają zdecydowanie za mały skok. Pociąga to za sobą małą precyzję sterowania, a w rezultacie mało płynną jazdę. Ciężko również aktywować tempomat (ciężko utrzymać manetkę w tej samej pozycji), który działa podobnie jak ten w hulajnodze Xiaomi.

Poza osiągami hulajnogi, jej ogromną zaletą jest porządny amortyzator. Dzięki niemu, jazda po miejskiej dżungli jest wygodna — mimo względnie małych i twardych kółek. Podoba mi się również okrągły wyświetlacz z którego można odczytać obecną prędkość jazdy oraz poziom naładowania akumulatora. Fajna jest również lampka przednia, która współpracuje z czujnikiem zmierzchu. Dzięki temu, nie musimy zawracać sobie głowy tym czy powinniśmy włączyć oświetlenie czy nie.

Hulajnoga oferuje kilka trybów prędkości jazdy oraz współpracuje z aplikacją. Niestety, nie udało mi się w niej zarejestrować — na żadnym posiadanym smartfonie.

Podsumowując — SXT Neo to przede wszystkim nieco lepsze osiągi i amortyzacja pokładu. Największe wady to natomiast niedziałająca aplikacja oraz słabo wykończone detale. No i cena — 2100 zł — czyni ją najdroższą hulajnogą w naszym zestawieniu.

Ocena hulajnogi: 7/10

Koowheel E1 — 1600 — 2000 zł

Jakiś czas temu zachwalałem na łamach Gadżetomanii deskorolkę elektryczną Koowheel Onyx. Niestety hulajnoga tej marki nie jest już taka świetna, jak wspomniany pojazd.

Oferuje ona osiągi bardzo podobne do osiągów produktu Xiaomi. Niestety, zupełnie inaczej sprawa wygląda z komfortem jazdy. Tylne kółko jest bardzo sztywne, przez co nawet najmniejsze nierówności terenu dają nam się we znaki. Wszystkie drgania przenoszą się więc na ciało użytkownika, co nie jest zbyt przyjemne.

Jeśli chodzi o wygląd pojazdu, to ten jest mocno kontrowersyjny. Nie jest on ani elegancki, ani tym bardziej stonowany. Powiedziałbym raczej, że jest to taki trochę jarmark na kółkach. Świeci się ze wszystkich stron różnymi kolorami, ale sumarycznie — nie wygląda zbyt dobrze.

Widać wyraźnie, że Koowheel pozycjonuje swój pojazd raczej do młodszych użytkowników (chociaż oficjalnie tego nie przyznaje). Świadczy o tym chociażby możliwość regulacji wysokości kierownicy, co jest akurat bardzo praktyczne i przyda się również niejednemu dorosłemu. Oprócz kierownicy, można oczywiście złożyć całą hulajnogę, jednak system składania jest zdecydowanie gorszy niż też z Xiaomi czy SXT — trzeba użyć sporo siły i wykonać kilka różnych ruchów.

Jakość wykonania detali pozostawia sporo do życzenia (np. manetki gazu i elektronicznego hamulca). Jako jedyna z dzisiejszego zestawienia, hulajnoga Koowheela nie oferuje również tempomatu. Brakuje także dzwoneczka. Jest za to ekranik wyświetlający prędkość i naładowanie baterii. Koowheel opracował również aplikację, która jest bardzo rozbudowana i pozwala nie tylko śledzić trasę, osiągi i zablokować hulajnogę, ale również ją na wiele sposobów customizować. Barwę i sposób świecenia każdej lampki można dostosować do własnych potrzeb, tworząc pojazd o unikalnym (dla dorosłych nieco kiczowatym, a dla dzieci — bajeranckim) wyglądzie.

Wadą hulajnogi jest natomiast jej zasięg, wynoszący jedynie około 15 km. Pojazd waży przy tym prawie 12 kg, co nie jest najlepszym wynikiem.

Podsumowując, Koowheel E1 będzie dobrą propozycją dla dzieci. Hulajnoga ma młodzieżowy wygląd, regulowaną wysokość kierownicy i opcję ograniczenia prędkości maksymalnej w aplikacji. Dla dorosłych — Xiaomi lepsze.

Ocena hulajnogi: 6/10

Subskrybuj "Co Najlepsze" na YouTube!

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

LEAR Kaleido - cieszą oczy wyglądem, a uszy jakością dźwięku [TEST] Campfire Audio Comet - słuchawki premium, na które nie wydasz fortuny [TEST] Zmiennokształtna mysz Hama uRage. Morphmouse2 evo to świetna propozycja dla graczy iBasso IT01 - rewelacyjny stosunek jakości do ceny [TEST] Aune E1 - te świetnie słuchawki można kupić tylko w... Polsce [TEST] Phiaton MS 100 BA i MS 300 BA - to nie kolejne typowe słuchawki do telefonów [TEST] Whizzer Haydn A15 Pro - rewelacyjnie wykonane słuchawki dla fanów klasyki [TEST] SteelSeries Arctis 3 – słuchawki dla graczy bliskie ideału [recenzja] Opaska Goclever Smart Band Max Fit. Co potrafi monitor aktywności za 150 zł? Test inteligentnego aparatu fotograficznego w telefonie LG V30 Kershaw Cinder 1025X Stonewash: 3 centymetry, które robią różnicę. Test noża Deska elektryczna na komunię. Przetestowaliśmy 5 popularnych modeli Koowheel Onyx - test i recenzja Sennheiser PXC 550 – test słuchawek z aktywnym tłumieniem hałasu Tin Audio T2 - trudno o drugie takie słuchawki w tej cenie [TEST] KM1908: balsam dla uszu, czyli lampowe brzmienie w rozsądnej cenie. Test miniwieży GoClever Cristal Air Advanced – skuteczny i tani oczyszczacz powietrza [test] Bezprzewodowy trackball Logitech MX Ergo. Doskonały sprzęt dla świadomych użytkowników Mionix Naos QG to mysz, która wie kiedy się denerwujesz [test] Federal 40 – polskie słuchawki wykonane ręcznie z łusek kalibru .40 S&W SanDisk Connect Wireless Stick – mobilny, bezprzewodowy magazyn danych Czas na rewolucję na ulicach miast. Rowery elektryczne zamiast samochodów. Test e-roweru Kawasaki Nespresso Expert&Milk. Trzy powody, dla których spodobał się nawet umiarkowanemu miłośnikowi kawy Test monocykla elektrycznego Airwheel X3. Będzie rewolucja w miastach?